Bełkot Belta czy młotek i gwoździe?

narzędzia Six Sigma

Konsultowałem niedawno kilka projektów Six Sigma w jednej z firm, która zastanawia się nad rozpoczęciem trwałej współpracy z Akademią Białego Kruka. Liderzy projektów przedstawili prezentacje uzyskanych wyników i z wyraźnym podekscytowaniem czekali na opinię. Wykonali wiele pracy, z zespołami wypełnili kilkadziesiąt tabelek w stosowanym przez firmę standardowo dla wszystkich projektów tzw. „Six Sigma Tool Kit“.

Pareto, SIPOC, CTC, CTQ, CTB, VoC, Kano, QFD, flow chart, VSM, R&R, macierze decyzyjne, 635, 7&7, szeregi czasowe, testowanie hipotez, korelacje, analizy wariancji, regresje, testy niezależności, DoE, PERT, FMEA,…, to tylko część zaprezentowanych wyników kilkumiesięcznych prac zespołów. W dodatku wiele z narzędzi zostało zastosowanych prawidłowo, co nie zawsze się zdarza. A efekt? Zapytałem pierwszego Lidera, na czym dokładnie polega problem, którym zajmuje się w projekcie. Niestety nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie. Usłyszałem „Poprawiamy proces sprzedaży”. Ale co dokładnie? „Różne rzeczy. To zależy co wyjdzie.” A po co poprawiacie? „Jak to!? Żeby uzyskać lepsze wyniki.” Zadałem ostatnie pytanie, o powiązanie projektu z wynikami biznesowymi firmy. W odpowiedzi usłyszałem „Przecież jak poprawimy proces, to poprawią się również wyniki firmy”.

Kolejni Liderzy postępowali i myśleli bardzo podobnie. Zamiast uznania za włożoną pracę Liderzy usłyszeli, że przedstawione projekty z Six Sigma mają niewiele wspólnego. Ze wsparciem biznesu pewnie również. Swoją drogą jestem ciekaw, jaką firma podejmie decyzję, odnośnie współpracy z Akademią. Ciekawy przypadek, ale niestety nieodosobniony. W wielu projektach Six Sigma Liderzy (Black Belts, Green Belts) zapominają o podstawowym celu – rozwiązaniu istotnego problemu biznesowego, a skupiają się przede wszystkim na wykorzystaniu jak największej ilości narzędzi. Ślepo wypełniają kolejne tabelki w arkuszach, szablony, matryce, nie zastanawiając się po co? Zapominając o logice metodyki DMAIC giną w interpretacji „trzydziestej drugiej” statystyki, wygenerowanej np. w programie MiniTab i opracowują propozycje działań w oparciu o intuicję, a nie liczby, dane, fakty. Gubią podstawowe założenia i tracą największą wartość programu Six Sigma. W zamian za to wykonują bardzo wiele, czasem poprawnej, jednak nikomu niepotrzebnej pracy.

Czy oznacza to, że narzędzia w programie Six Sigma nie są potrzebne i tylko przeszkadzają?

Oczywiście nie! Wykorzystywane w sposób odpowiedni do potrzeb w realizacji kolejnych kroków mapy drogowej DMAIC, mogą niezwykle pomóc. Należy jednak pamiętać, że ich stosowanie nie jest celem samym w sobie. Przecież za pomocą projektu mamy rozwiązać istotny problem biznesowy. Zachowajmy więc umiar i zdrowy rozsądek w stosowaniu narzędzi. Uważajmy również, aby nie popaść w drugą skrajność. Jak napisał Georg Eckes w swojej książce „Making Six Sigma Last”. „Istnieje stare powiedzenie, zgodnie z którym, gdy jedynym Twoim narządziem pozostaje młotek, wówczas wszystko na co patrzysz, wygląda jak gwóźdź.” W projekcie Six Sigma statystyczny bełkot nie ułatwia poznania źródłowej przyczyny problemu. Sam młotek to zdecydowanie zbyt mało.

 

[sgmb id=”1″]