Efekt hipopotama

efekt hipopotama

Efekt hipopotama, czyli refleksje o kolegach, hipopotamach i Afrykarium.

Siedzi w wodzie. Z boku, przez szklaną szybę widać dużego hipopotama, który siedzi w wodzie. Oczywiście jego siedzenie można nazwać odpoczywaniem, relaksowaniem się po wegetariańskim posiłku. Można próbować znaleźć w tym siedzeniu jakiś sens…, ale dalej dla obiektywnego obserwatora pozostanie ono siedzeniem w wodzie. Widok z góry na hipopotama równie pasjonujący…Siedzi w wodzie. I nagle pojawia się u obserwatora myśl, a może by tego hipopotama jakoś ruszyć, poruszyć, zmusić do popływania ku uciesze obserwatora. Natrętna myśl by coś wrzucić hipopotamowi do wody, szybko zostaje odżegnana przez odpowiedzialność obserwatora – nie wolno nic hipopotamowi wrzucać(!).

Pozostaje: zagwizdanie, cmoknięcie, natrętne patrzenie się na hipopotama. Podobno jak się w kogoś wpatrujesz, to on też zaczyna na ciebie patrzeć. Nie działa ta prawidłowość na hipopotama, który nawet nie mrugnie, tylko siedzi w wodzie, przytulając się do drugiego hipopotama. I najwyraźniej mu tam dobrze, i najwyraźniej nic nie chce zmienić. Wystarczy mu woda i kumpel. Wygląda raczej na zadowolonego, zrelaksowanego, spokojnego realizując swój zakres obowiązków, czyli siedzenie w wodzie. To w obserwatorze jest jakaś nieznośna presja, że już jak się siedzi w takim Afrykarium, to się powinno śmigać pod wodą jak pingwiny, albo podwodne wyczyniać ewolucje jak uchatki. A hipopotam siedzi w wodzie (właściwie stoi) i to jest dziwne i to w obserwatorze powoduje jakiś dysonans.

Mam znajomych, którzy też tak siedzą w wodzie. Ta sama firma od lat, czasem zmienia się szef; czasem jakaś zmiana w grupach produktów, które sprzedają; zmiana w zakresach zadań, które wykonują lub projektach, które dostają.  Swoje siedzenie w wodzie, swój zakres obowiązków wykonują dobrze, są zadowoleni z pracy. Zadowoleni wracają do domu, w tych domach czeka na nich ich partnerzy, własne potomstwo i ich zwierzęta. Gdy zajrzysz im w metryki, to za nimi już imprezy na 40ste urodziny. Są zadowoleni z własnego życia. Tylko czasem pojawia się natrętny obserwator i zadaje natrętne pytanie:

„A ty nie mogłeś zostać szefem?”,
„A ty nie chciałeś zarządzać?”,
„Jak długo jeszcze chcesz robić to, co robisz?”,
„A czemu nie zmieniłeś pracy?”,
„A własnej firmy nie chciałeś założyć?”,
„A co chcesz robić za 10lat?”.

 

Te pytania zawierają wyrzut, zarzut, wręcz sugestię, że:

„Trzeba awansować!”,
„Trzeba zarządzać!”,
„Nie można być zadowolonym z wykonywanej pracy, jeżeli ona się nie zmienia”,
„Trzeba zmieniać pracę!”,
„Trzeba mieć własne firmy!”,
„Trzeba mieć plany!”.

 

Co więcej, nieprawdopodobne może się wydawać, że taki spokojny, robiący swoją robotę hipopotam może być szczęśliwszy niż nadpobudliwy pingiwn podpływający do szyby, czy bezsensownie polujący na martwe ryby. Rzuca się taki na martwą rybę tak jakby ona mogła ożyć
i uciec. Hipopotam może być też szczęśliwszy od uchatki, bo on na wolności cieszy się chyba
z każdej wody, a taka uchatka ma morza i oceany i to małe akwarium, może jednak powodować jakieś stany depresyjne, na myśl co straciła, co mogłaby mieć. A hipopotam wydaje się zadowolony z tego co ma. Zadowolenie w pracy może dla niektórych ludzi oznaczać realizowanie swojego zakresu zadań, a nie ciągłe gonienie za czymś nowym, szczególnie, gdy wcale gonić nie chcemy
i gdy nie mają takich ambicji. Bo choć pingwin pierwszy dopadnie rybę, i ma satysfakcję, że dopadł ją przed kumplami, to inni też te rybki dostaną, tylko trochę później.

Po co więc gonić?

Poza tym, czy naprawdę sensowne jest gonienie tego, co ucieka tylko w twojej głowie? A hipopotam, szanuje swoją energię i tuli się z kumplem i do kumpla w wodzie. I może mniej jest atrakcyjny dla obserwatorów, ale czy on żyje żeby spełniać ich oczekiwania czy swoje? Czy jak zacznie żyć zmieniając co chwilę pracę, domagając się awansów, zmian, czy będzie wtedy szczęśliwszy? Czy tak trudno uwierzyć, że niektórym ludziom do szczęścia wystarczy to co mają?

A na pytanie, gdzie będziesz za 10lat, mogą odpowiedzieć: „chciałbym być tutaj”. To prawda, że historię tworzą ci, którzy odważyli się przepłynąć morze, zdobyć górę, ale to przez wieki historii ludzkości, były pojedyncze jednostki, często umierały zresztą bezpotomnie, co pokazuje, że przyroda próbuje wyeliminować takich dewiantów. Historię naszych rodzin, także twoją czytelniku, tworzyli dziadkowie i babcie, którzy „robili swoje”. Wykonywali powtarzalne, rutynowe czynności, które przez lata były takie same, cykliczne. To oni napisali historię większości naszych rodzin. Czy rzeczywiście wszyscy musimy chcieć więcej – nowych zadań, nowych obowiązków, nowych wyzwań, nowych awansów(?). CZY WTEDY WYSTARCZY NAM SIŁY, BY WIECZOREM PRZYTULIĆ SIĘ JESZCZE DO DRUGIEGO HIPOPOTAMA…(?)