Mit 3. Six Sigma to zagłada kreatywności

Six Sigma i kreatywność

Stwierdzenie, że Six Sigma równa się zagładzie kreatywności to jedno z największych nieporozumień wokół Six Sigma.

Podsycane nawet przez tak znakomitych autorów jak Tom Peters. Pozwolę sobie zacytować, co Peters pisze o programach usprawniających:

…ale prawdopodobnie nazwanie inkrementalizmu jako “nieprzyjaciel” nie jest wystarczająco dobitne. Może zamiast tego użyjmy “najgorszy wróg”?
Tom Peters, Re-Imagine – Business excellence in a Disruptive Age (2003)

 

No tak, no bo czym w istocie zajmuje się Six Sigma lub szerzej – Lean Sigma? Między innymi zwalczaniem zmiennościmarnotrawstwa w procesach organizacji. Ale zaraz — zmienność i marnotrawstwo? Och TAK! To właśnie te dwie rzeczy są niezbędne w procesie twórczym! Wielu artystów: malarzy, pisarzy, kompozytorów, poetów – miało kosze na śmieci pełne rzeczy nieudanych, zepsutych, zmarnotrawionych, nadających się ich zdaniem jedynie do wyrzucenia. A osoby zajmujące się projektowaniem przemysłowym? Ile razy konieczne są korekty, poprawki, albo całkowita zmiana kierunku? 100? 200? Tysiąc? Czyż to nie czyste marnotrawstwo, po japońsku — MUDA?! (przecież mówimy m.in. w filozofii Lean: rób właściwe rzeczy, we właściwy sposób i to najlepiej za pierwszym razem?)

zmienność? To dzięki niej według jednej z fundamentalnych teorii ewolucji, możliwy jest rozwój gatunków! Różnimy się od siebie, nie ma dwóch takich samych osób, dwóch takich samych roślin czy zwierząt (eksperyment z owieczką Dolly się nie udał…). Dzięki tym różnicom, gatunki mogą się rozwijać, a poza tym — czyż to nie piękne? Piękne, bardzo piękne, do czasu kiedy przychodzi taki Black Belt i wszystko standaryzuje…  Dzieje się tak, jeśli ktoś rozumie program Six Sigma, jak narzędzie które ma spowodować, że oprócz stabilnych procesów będziemy mieli wszystkie ściany w jednym kolorze, te same fryzury, wysokość źdźbła trawy w okolicy parkingu z parametrem Cpk = 4 i będziemy to wszystko jeszcze doskonalić. Wówczas rzeczywiście można zacząć się bać… Ale nie o tym jest Six Sigma. Zmienność i marnotrawstwo są w organizacji niezbędne. Bez zmienności i marnotrawstwa nie ma rozwoju.

Thomas Edison przeprowadził ponad 9000 nieudanych eksperymentów, projektując żarówkę! (nawet gdyby posłużył się DoE pewnie nie byłoby wiele lepiej). Nie szukając daleko – typowa Burza Mózgów, w swej klasycznej postaci cechuje się ”trafnością” na poziomie ok. 5%. Reszta generowanych pomysłów to marnotrawstwo… Czy jest w tym coś złego? Rozważmy dwa procesy – pierwszy nazwę „proces kreacji”, a drugi „proces implementacji”. Czy któryś jest ważniejszy? Oczywiście KREACJA – dziś jeśli nie proponujesz innowacyjnego produktu, giniesz (dosłownie) w tłumie. Ale ktoś powie –„NIEPRAWDA! IMPLEMENTACJA!”, bo nawet najciekawszy, najbardziej innowacyjny produkt/usługa, aby znaleźć się „na półce w sklepie” musi być rentowny. Muszę potrafić dostarczyć go klientowi w cenie, która będzie dla niego atrakcyjna i jeszcze uzyskać w tej cenie satysfakcjonujący mnie zysk.  I uwaga — o tym właśnie jest Six Sigma – nie o głupiej standaryzacji i doskonaleniu gdzie popadnie, tylko o podnoszeniu rentowności. Najlepiej INNOWACYJNYCH PRODUKTÓW. Wtedy możemy mówić o maksymalizacji korzyści. Stabilne, przewidywalne, super-efektywne procesy dostarczające przeciętne produkty to kiepska sytuacja… a wyjątkowy, unikalny produkt, którego nie potrafimy efektywnie dostarczyć Klientowi – jeszcze gorsza. Jeśli komuś nadal brakuje w tym tekście argumentów, proponuję spróbować żonglować. Najlepiej co najmniej 4 piłkami. Innowacyjne prawda? Udaje Ci się?

 

[sgmb id=”1″]